Parasite [kmovie]

Ostatnio obejrzałam całkiem sporo nowych azjatyckich produkcji, na szczęście zdecydowana większość mi się podobała. Także materiału na bloga nie zabraknie, chciałabym wstawiać notkę co tydzień, ale chyba póki co to z moim zapałem mogę sobie pomarzyć… :(

prst

Tytuł: 기생충/ Gisaengchoong / Parasite
Reżyseria: Bong Joonho, Han Jinwon
Scenariusz: Bong Joonho
Rok: 2019
Gatunek: komedia, dramat, thriller
Obsada: Song Kangho, Jang Hyejin, Choi Woosik, Park Sodam, Lee Sunkyun, Cho Yeojeong, Jung Jiso

Historia dwóch zupełnie różnych rodzin. Kitaek wraz z żoną oraz dwójką dorosłych dzieci ledwo wiążą koniec z końcem. Państwo Park to bogata rodzina, posiadająca piękny, ogromny dom. Pewnego dnia nadarza się okazja, by Kiwoo – syn Kitaeka – rozpoczął u nich dobrze płatną pracę.

Kiedy wszystko ma znaczenie

Fabuła dość szczątkowo podana, jednak odnoszę wrażenie, że im mniej się o tym filmie przeczyta przed obejrzeniem, tym lepiej. Chociaż czuję, że aktualnie jest niewiele osób, które interesują się kinem azjatyckim i nie obejrzało tego oscarowego dzieła. Nie dziwię się, że zdobył tyle nagród, ponieważ uważam tę produkcję za naprawdę świetną. Od samego początku seansu warto przykładać do niego uwagę, gdyż każda scena coś tutaj wnosi i coś sugeruje – dlatego też opis brzmi jak brzmi, nie chciałabym nikomu psuć zabawy. Jednak nie tylko poszczególne sekwencje mają tutaj znaczenie – istotny element to otoczenie, tło, wizualizacja. Zazwyczaj to dialogi mają rozwijać wątki, tymczasem tu ewidentnie robi to też obraz. Nie ma tu wypełniaczy czasu – nawet zwyczajny spacer czy spojrzenie w którąś ze stron ma tutaj ogromne znaczenie, co mi, jako amatorce kina jakich wiele, bardzo imponuje. Ważna jest tutaj symbolika, ukazanie kontrastu – bogacz zawsze góruje nad biednym, i piszę tutaj o ujęciach, zwróćcie na nie uwagę. U bogacza wszystko jest większe – u biedaka znacznie mniejsze. Istnieje tutaj znacznie więcej takich smaczków czy metafor, ale ani nie jestem tak wybitnie spostrzegawcza, żeby wszystko wyłapać, ani też nie widzę potrzeby zdradzania wszelkich detali i niuansów.

Komedia, dramat czy thriller?

Uwielbiam połączenie gatunkowe i Parasite zdecydowanie jest jednym z nich. Co ważniejsze – niezwykle udanym. Możemy się pośmiać, pochylić nad smutnym losem bohaterów – przyznam, że tego akurat spodziewałam się już po początkowych scenach. Tyle że Bongowi Joonho najwyraźniej było mało, ponieważ dorzucił tu elementy thrillera, suspensu. Nie na wielką, spektakularną skalę – w takim sensie że nie mamy rządowej intrygi, niesamowitych pościgów, wartkiej akcji – a mimo to od pewnego momentu seans trzyma w niesamowitym napięciu i to tak naprawdę w nieco trywialnych sprawach. Uważam to za prawdziwy talent, gdy z jednej, tak naprawdę z niegroźnej scenki, ktoś potrafi stworzyć coś tak niepojącego czy wciągającego. Oczywiście nie mamy tu prostej linii, że najpierw serwowana jest komedia, potem dramat, a na końcu thriller – wszystko się ładnie przeplata, przejścia nie są irytujące ani wybijające z rytmu oglądania. Choć historia jest niebanalna, rzekłabym mało prawdopodobna, to wszystko wydaje się naturalne, niewymuszone. Nie da się ukryć, że jest to zasługa postaci.

Gdy wszyscy mają charakter

Jestem osobą, dla której w większości przypadków ważniejsze od fabuły się postaci. Muszą być mięsiste, mieć charakter – wszystko jedno, czy dobry, czy zły, czy delikatny, czy twardy. Chodzi o to, by danego bohatera dało się opisać, wyłapać wady, zalety, słabości. I tu zdecydowanie da się opisać każdą figurę. Poznajemy obie rodziny, wgłębiamy się w ich światy, doskonale wiemy, co nimi kieruje i dlaczego robią to, co robią. A czy pochwalamy dany czyn czy nie – to już kwestia niezwykle indywidualna. Sądzę, że nie da się określić poczynań nikogo tutaj jako czarno-białe. I to jest piękne. Te postaci są ludzkie. Zasługa w tym aktorów, którzy naprawdę odwalają kawał dobrej roboty. Kiedy najważniejsza ma być subtelna emocja, pokazują ją; gdy mają trochę przerysować dane zachowanie, robią to, i to ze sobą współgra.

Klasa niska kontra klasa wysoka

Nie da się ukryć, choć nie wydaje mi się, by reżyser nawet tego pragnął, że Parasite to film przemyślany od A do Z, kompletnie. Odnoszę wrażenie, że Bong musiał spędzić naprawdę ogrom czasu nad scenariuszem, by każda scena pasowała do siebie idealnie, by stworzyć coś, gdzie każda sekunda ma znaczenie. Dlatego jestem pewna, że świadomie zestawił tak dwa różne światy właśnie w taki sposób – nie ocenia ani bogatych, ani biednych. Każdy ma na koncie jakieś grzeszki, niezależnie od kwoty na koncie i statusu społecznego. Starą jak świat prawdą jest też to, że ci biedniejsi zawsze dążą do tego, by mieć więcej, zresztą, bogaci również. Obserwujemy to na przestrzeni całego seansu – dlaczego chcą więcej, co zrobią dla pieniędzy, i że moralność to rzecz względna.

Tylko czy aby na pewno chodzi jedynie o pokazanie wojny dwóch światów? Ano właśnie wszystko zależy od widza, i chyba ten aspekt zdaje mi się najmocniejszym punktem Parasite. Każdy interpretuje ten film jak chce, i każda interpretacja może okazać się trafna. Widzimy tu to, co chcemy zobaczyć, oglądający wyciągnie tyle z seansu, na ile jest gotowy. Ci, którzy raczej chcą coś obejrzeć przy popcornie – zobaczą dość surrealistyczną opowieść o ludziach biednych i zamożnych; osoby, które lubią się wgłębić czy analizować – problemy, jakie mogą tkwić w każdym z nas, niezależnie od statusu, to, do czego może doprowadzić pragnienie więcej i więcej. Wbrew tego, jak ta produkcja nie wydaje mi się skomplikowana, powinna zadowolić każdego, kto oczekuje jakiegoś zaskoczenia od kina.

Parasite to film idealny

I tak, i nie. Dla większości zdecydowanie tak, mnie to wcale nie dziwi, gdyż produkcja ta wyróżnia się niemal wszystkim. Od prowadzenia fabuły czy kamery do całego finału. Tyle że jak wiadomo, ideały nie istnieją, i tak samo jest tutaj. Stety niestety, były tu niekiedy rozwiązania ewidentnie po to, by pokierować wątek w daną stronę. I jakby to logiczne, jednak do takiego dzieła naprawdę nie pasują mi tak prostackie posunięcia, taka dogodność, wręcz głupotki. Oczywiście znajduje się ich niewiele, znikoma ilość, jednak mi przeszkadzały. Po prostu nie pasuje mi, że w tak dokładny scenariusz wkradły się tak banalne elementy. Jednak po tylu zobaczonych recenzjach nie zauważyłam, by w ogóle ktoś na to zwrócił uwagę, więc może zwyczajnie jestem małostkowa.

Poza tym ten film kazał mi się zastanowić, czy aby na pewno tak doskonałe produkcje to coś, co każdy musi kochać. Owszem, Parasite bardzo mi się podoba, jestem świadoma poziomu tego kina, tak, zachwycił mnie i zaskoczył, ale czy podbił serce? Nie. Nie poczułam żadnej strzały kinowego amora w serce. Doceniam kunszt produkcji, zdziwiłabym się, gdyby faktycznie komuś się nie spodobała, ale oprócz suchego zachwytu świetną ekranizacją nie poczułam nic. Nie zakochałam się w Parasite.

Tak czy inaczej uważam ten obraz za naprawdę godny polecenia. Nazwałabym go filmem pełnym – bardzo dobra gra aktorska, skrupulatny scenariusz, piękne ujęcia, widoki, których nie stworzono tylko dla estetyki, lecz wprowadzające dodatkowe elementy fabularne; świetnie przemycona symbolika oraz miszmasz gatunkowy – od komedii do thrillera po mocne zakończenie. Uważam, że produkcja ta jest dla wszystkich, gdyż niezależnie, czy zauważy się tu aspekt moralny, wszelkie metafory, symbolikę, to nadal jest to świetne kino trzymające w napięciu i zmuszające do refleksji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s